Rysuję od kiedy pamiętam. Bazgrzę wręcz nałogowo. Wszystkim po wszystkim. Chciałabym móc przestać, ale nie potrafię, a z tego toksycznego związku jakim jestem ja i kartka papieru nigdy nie wychodzi nic dobrego.
Jestem przedstawicielką coraz rzadziej spotykanego gatunku ludzi, których twórczość jest przeważnie delikatna i ma wiecej wspólnego z bajkami anizeli z hiszpańskimi horrorami.
I pewnie dlatego, ażeby wyładować frustrację oraz uwolnić moje krzyczące o pomstę do nieba bazgroły ze szkicownika, postanowiłam pokazać nieistniejącym czytelnikom tego bloga coś...takiego własnie.
Szkic nowiutki i dopiero szkic. Może zamieni się w akwarelę, może w jakiś fotoszopowy malunek lub kompletnie spieprzę go kredkami/pastelami.
Raz się żyje, więcej pije - słowami mojego pradziadka.
